Przez ostatnie 3 miesiące wiele zmieniło się w moim życiu...
W Boże Narodzenie trafiłam do szpitala i stwierdzono u mnie odklejające się łożysko...Długie półtora miesiąca leżałam w szpitalu, ale teraz jestem już w domku i do końca ciąży muszę leżeć... Lekarze obawiają się, że mogę zacząć rodzić w każdym momencie...Dlatego muszę leżeć, wypoczywać, bo każdy dzień mojej córeczki w brzusiu jest na wagę złota.
Tak, już wiem, że będzie córcia...Marzył mi się chłopczyk, ale teraz już kocham córunię najmocniej na świecie! O imieniu jeszcze nie myślałam, choć dostałam od siostry bardzo ładną książkę o znaczeniu imion. Któregoś razu na pewno ja przejrzę.
28 tygodni...Ponad 6 miesięcy jest ze mną moje Maleństwo...Wszyscy już je kochają najbardziej na świecie, choć na początku różnie bywało...Kiedy tata dowiedział się, że jestem w szpitalu to po prostu wsiadł do samochodu i przyjechał ze Szwajcarii. Boże, jak on długo płakał, żeby nam się nic nie stało!Razem z tatą przyjechała Cosima i nie skłamię mówiąc, że od razu się polubiłyśmy. Po nowym roku wróciła do Szwajcarii, ale tatuś był przy mnie jeszcze kolejne 2 tygodnie...Chce mnie zabrać do siebie kiedy tylko urodzę, a ja coraz bardziej też tego chcę...
Miesiąc temu dzwonił Kuba, ojciec Malutkiej, powiedział, że znowu jest w szpitalu i czy bym go nie odwiedziła to coś byśmy porobili. Dokładnie napisał tak"cześć kotku, znowu leżę w dziecięcym, może wpadniesz?Coś byśmy porobili;)ostatnim razem było mi dobrze..."
Po tym smsie zmieniłam numer komórki. Nie chce by wiedział o dziecku, ono jest tylko moja, a on... On w czerwcu skończy 15 lat...Jeśli wyjadę do Szwajcarii to nie będzie miał kontaktu z córką, poza tym... To jeszcze dzieciak, nie chcę mu psuć życia...
I tak właśnie wygląda moje życie teraz...

